Tym razem War-szał: Szlakiem Wisły

« wróć

Czy to Warta, czy Wisła – problemy są podobne. „To nie tylko tysiąc kilometrów rzeki, ale też kilka tysięcy lat historii i niezwykła tajemnica” – Przemek Pasek z Fundacji Ja Wisła opowiada o rzece płynącej przez środek stolicy.

 

Barka Fundacji Ja Wisła

 

– Rzeka i woda były mi bliskie od wczesnego dzieciństwa, bo moja mama zabierała mnie i moich braci na spływy kajakowe i pontonowe, na różne wyprawy terenowe, była taką zapaloną turystką, w związku z tym od dziecka taplałem się w różnych mniejszych i większych kałużach. Dosyć wcześnie też nauczyłem się pływać – kiedy moi bracia wywieźli mnie pontonem na środek starorzecza, po czym wyrzucili mnie z tego pontonu za burtę i musiałem sam dopłynąć do brzegu – wspomina Przemysław Pasek.

 

Przemysław Pasek opowiada o swoim zamiłowaniu do rzeki

 

Właśnie z jego inicjatywy powstała Fundacja Ja Wisła, stworzona, by chronić Królową Polskich Rzek – Wisłę i przywracać radość z obcowania z nią. Działa na rzecz ochrony naturalnego biegu rzeki, zachowania unikatowych wartości przyrodniczych jej doliny oraz ożywienia pamięci o jej dziedzictwie kulturowym – takie informacje znaleźć można na stronie internetowej Fundacji. Co o samej Wiśle mówi założyciel Fundacji?

 

– Wisła jest połączona z siecią europejskich dróg wodnych. Chociaż jej parametry, jako drogi wodnej, są minimalne, to jednostkami turystycznymi o niewielkim zanurzeniu można próbować dopłynąć nad Morze Czarne, przez kanały do Europy Zachodniej, do Paryża, nad Morze Śródziemne, do Orleanu – opowiada Przemysław Pasek i dodaje: – Znam takich, którzy przepłynęli tę trasę.

 

Perspektywa zachęcająca, jednak codzienność nie jest aż tak kolorowa. – W tej chwili Wisła jest pusta, nie ma nic. Kiedyś było mnóstwo motorówek, mnóstwo żaglówek, mnóstwo klubów sportowych – coś się działo. W tej chwili nie dzieje się nic – mówi kpt. Jerzy Malanowski, od razu wskazując jedną z możliwych przyczyn tego stanu rzeczy:  – Turyści wynieśli się po prostu nad Zalew Zegrzyński, albo gdzieś na Mazury, bo w tej chwili to naprawdę, na Wiśle, to jest wyższa szkoła jazdy, żeby gdzieś się przedostać.

 

Przemysław Pasek i kapitan Jerzy Malanowski na Wiśle

 

Zdaniem kapitana dawniej było inaczej: – Parę tysięcy ludzi podróżowało statkami Żeglugi Warszawskiej, na zabawę na dechy na Bielany, bądź do Płocka, bądź do Zakroczymia, bo tam wszędzie były przystanki – dworce wodne. Najstarszy dworzec wodny, to już wrak, stoi w tej chwili w Porcie Praskim – opowiada Jerzy Malanowski, dodając: – Fundacja Ja Wisła robi wszystko, żeby po prostu ten dworzec wodny wyremontować dla żeglugi takiej normalnej, pasażerskiej. Dla takiej, jak kiedyś była, to już jest nie do odzyskania. W tej chwili została nam jedynie taka żegluga turystyczna, ale też trzeba stworzyć jakieś zaplecze dla tych ludzi, bo ludzie chcą podróżować.

 

Fundacja Ja Wisła ma wiele pomysłów na to, jak przywrócić rzece życie. Część z nich wdraża swoich działaniach już teraz, realizując liczne projekty i przedsięwzięcia. Ale to wciąż tylko część, bo rzeczy do zrobienia nadal pozostaje wiele. Jakich? Prosty przykład: – Potrzebne jest przywrócenie służby wytycznych, którzy kiedyś funkcjonowali nad rzeką i znakowali szlak żeglowny. Wtedy będzie można mówić o pływaniu Wisłą bardziej masowym, nie tylko kajakami – mówi Przemysław Pasek.

 

Całą rozmowę z Przemysławem Paskiem i kapitanem Jerzym Malanowskim zobaczyć można tutaj:

http://kultura.gazeta.pl/kultura/10,114534,10917365,War_szal__Szlakiem_Wisly.html

Dodaj komentarz
Komentarz:
Użytkownik:
Email:
  Wyślij
 
Kategorie
Archiwum