Data / Listopad 2011

„Twarzą do wody!”

Waldemar Heflich, redaktor naczelny „Żagli”, pisze w swym felietonie: Po wejściu do UE i uruchomieniu olbrzymich środków finansowych widzimy gołym okiem, że przybywa nam portów jachtowych, a wiele miast rozbudowuje infrastrukturę nad rzekami.

 

Coraz szybciej przybywa nam portów jachtowych (sxc.hu)

 

Przez wiele lat głównym tematem narzekań polskich żeglarzy był brak nowoczesnych przystani i marin albo fatalny stan starych obiektów. Po wejściu do Unii Europejskiej i uruchomieniu olbrzymich środków finansowych widzimy gołym okiem, że przybywa nam portów jachtowych, a wiele miast rozbudowuje infrastrukturę nad rzekami. Oczywiście zaległości są ogromne, ale to, czego jesteśmy teraz świadkami, jest bez precedensu w historii ostatnich 20 lat.

 

Tradycyjne giżyckie regaty Rząd–Samorząd były okazją do inauguracji działalności największej inwestycji ostatnich lat, czyli miejscowej EKO-Mariny. Powstał naprawdę imponujący obiekt – największy i najnowocześniejszy port jachtowy na szlaku Wielkich Jezior Mazurskich! W głównym budynku EKO-Mariny znajdują się restauracje, lokale usługowe, sklep żeglarski, pomieszczenia WOPR-u, kapitanat, warsztat szkutniczy i mechaniczny oraz sanitariaty. Zaprojektowano też taras widokowy oraz sale konferencyjne. Port pomieści blisko 150 jachtów. Na pomosty jest doprowadzona woda i prąd. W przyszłości będzie z całą pewnością bezprzewodowy Internet. Wszystkie obiekty portowe, drogi dojazdowe, slip i ciągi komunikacyjne wykonano z najwyższej jakości materiałów i z wielką starannością, co daje gwarancję, że wspaniały port służyć nam będzie przed dziesiątki lat. EKO-Marina odmieniła także miasto. Giżycko, oddzielone od Niegocina linią kolejową, ma teraz imponującą kładkę dla pieszych, która prowadzi z centrum prosto nad brzeg jeziora. Żółty pylon kładki, widoczny z daleka, stanowi nowy świetny punkt orientacyjny na Niegocinie.

 

Otwarcie Ekomariny w Giżycku (fot. archiwum obiektu)

 

Węgorzewo, Wilkasy, Mikołajki, PTTK Kamień, TKK „Korektywa", Pisz, Mrągowo, Zalewo, Siemiany, Iława, Ryn – dostały lub lada chwila dostaną nowe obiekty także zwane EKO-Marinami. W porcie PTTK Wilkasy otwarto obiekt na 130 jachtów. Powstał z inicjatywy Stowarzyszenia na Rzecz Rozwoju i Bezpieczeństwa Wielkich Jezior Mazurskich w efekcie wniosku złożonego o dofinansowanie z Regionalnego Programu Operacyjnego. Podstawowym założeniem jest tu połączenie ekologii z turystyką i żeglarstwem. Ekologiczne rozwiązania zastosowane w nowych obiektach to ogrzewanie energią geotermalną i solarną oraz możliwość odebrania nieczystości płynnych i stałych z jachtów. W porcie obowiązywać będzie ryczałtowa opłata dobowa w wysokości 40 zł. W jej ramach gwarantuje się dostęp do wody, energii elektrycznej, korzystanie z WC, zmywalni naczyń i pozbycie się nieczystości. Za dodatkową opłatą można będzie korzystać z natrysków.

 

Nowa marina, która zostanie otwarta na końcu mola, stanie się powodem do dumy Sopotu. Inwestycja ta wzbudzała sporo kontrowersji i znamy głosy przepowiadające, że jesienne i zimowe sztormy oraz lód zniszczą wszystko, co człowiek postawi na ich drodze. Mamy nadzieje, że nowo wybudowany port odeprze ataki przyrody i przetrwa najgorsze. Jego popularność była łatwa do przewidzenia. Każdy, kto jest posiadaczem wspaniałego jachtu żaglowego lub motorowodnego, chce postawić go w tak reprezentacyjnym miejscu. Sopot to przecież nasze Cannes i St. Tropez. Jak wieść gminna niesie, miejsca postojowe rozeszły się jak świeże bułeczki. Nam pozostaje mieć nadzieje, że w sopockiej marinie zobaczymy wszystko, co najpiękniejsze i co stanowi wizytówkę polskiego przemysłu jachtowego. Po Sopocie czas na Gdynię i Gdańsk. Pewnie i w tych miastach doczekamy się nowoczesnych portów jachtowych, do których nie wstyd będzie zaprosić żeglarzy z całego świata.

 

Wielki ruch w stronę wody obserwujemy i w miastach. Warszawa powoli zaczyna zwracać się w kierunku Wisły. Są poważne plany budowy portu jachtowego na Cyplu Czerniakowskim i bulwarów ciągnących się na wysokości Zamku Królewskiego, Mariensztatu, Centrum Kultury Kopernik aż po Bibliotekę Uniwersytecką. Pojawią się przy nim przystanie, pawilony, kawiarnie i galerie. Ponoć koszt tych bulwarów to 100 mln zł. Po praskiej stronie, która jest zupełnie dzika, powstał wielokilometrowy szlak turystyczny i ścieżka rowerowa. Wrocław coraz mocniej wykorzystuje Odrę. Buduje się kolejne mariny i przystanie. W zagospodarowaniu Warty liderem jest Konin, gdzie powstały nadwarciańskie bulwary i przystań. Przez to miasto przebiega wodniacka Wielka Pętla Wielkopolska. Rzeką można się stąd dostać do Berlina i na Mazury... Ambitne plany zagospodarowania Warty ma także Poznań. Tu można mówić nawet o pomysłach, które spowodują, że niektóre dzielnice przypominać będą Amsterdam z kanałami, a inne nawiążą do zabudowy Wenecji. O tym, że warto inwestować dziesiątki milionów w infrastrukturę rzeczną, pokazuje przykład Bydgoszczy, gdzie Brda i liczne kanały stały się ważnymi elementami rozwoju miasta.

 

Być może niektóre poznańskie dzielnice już niebawem będą wyglądać tak:

 

Amsterdam (sxc.hu)

 

Kapitan Roman Paszke po zakończeniu wokółziemskiego rejsu na jachcie „Warta-Polpharma" w regatach The Race powiedział w jednym z wywiadów, że warto zmienić stereotypowe myślenie i sformułowanie „Planeta Ziemia" na bardziej adekwatne do rzeczywistości „Planeta Woda". Wydaje się to teraz bardziej aktualne, bo jak Polska długa i szeroka wszyscy chcą stać twarzą do wody!

 

Waldemar Heflich

 

Źródło: Miesięcznik „Żagle” 08/2011

Warta (nie)warta Poznania

Koło Naukowe Gospodarki Przestrzennej UP w Poznaniu zrealizowało projekt "Warta (nie)warta Poznania".

 

Warta (nie)warta Poznania (dlastudenta.pl)

 

Brzegi Warty mogą być wspaniałym terenem wypoczynkowym dla mieszkańców, zwłaszcza odcinek rzeki przepływający przez centrum Poznania. Trzeba jednak zastosować szereg prac i wdrożyć pomysły rodzące się na przestrzeni lat w ramach toczącej się od dawna dyskusji planistycznej dotyczącej obszarów nadwarciańskich.

 

Zastosowanie nawet drobnych rozwiązań, wprowadzenie elementów małej architektury czy wytyczenie ścieżek już w znacznym stopniu poprawi odbiór nabrzeża i przyciągnie zarówno turystów, jak i poznaniaków do spacerów nad Wartą. Małymi krokami można osiągnąć wielkie cele, a te łatwiej się zdobywa przy poparciu lokalnej społeczności. Należy więc prowadzić działania, które umożliwią mieszkańcom Poznania bezpieczne i atrakcyjne korzystanie z rzeki i pobudzać ich apetyt na aktywne spędzanie czasu nad, zdaje się – zapomnianą, rzeką.

 

W realizacji koncepcji, która przyświecała projektowi, członkowie Koła dokonali waloryzacji krajobrazu. Przeanalizowali różne znane im metody i wybrali najbardziej przejrzystą i jasną, oraz – co jest też bardzo ważne – możliwą do przeprowadzenia w niemal każdych warunkach – ocenę atrakcyjności krajobrazowej metodą Wejcherta.

 

Na podstawie dokonanej waloryzacji oraz przeprowadzonych badań ankietowych, podjęli próbę zabrania głosu w trwającej na forum Poznania „dyskusji” planistycznej na temat zagospodarowania brzegu Warty. Chcą oni pokazać, że nawet tymczasowe rozwiązania mogą przywrócić rzekę miastu i jego mieszkańcom, a wielkich zmian można dokonać również przy pomocy „małej” architektury.

 

ip

 

Źródło: Dla Studenta – Poznań

Ta inwestycja może zrewolucjonizować turystykę przyjazdową w Polsce. Przede wszystkim zaś nad Bałtykiem, a zwłaszcza w Gdyni, nad Zatoką Gdańską. Tam bowiem, już za trzy lata stanie hotel taki z wyglądu, jakby go uformowali... przybysze spoza Ziemi. Ten obiekt noclegowy składał się będzie z kilku „kosmicznych pojazdów”, czyli spodków, dysków. Jeden z tych dysków, o średnicy około 27 metrów, znajdzie się pod wodą.

 

Model Water Discus Hotel prezentowany na 7. Targach Techniki Przemysłowej, Nauki i Innowacji „Technicon Innowacje” w Gdańsku (fot. Kazimierz Netka)

 

Twórcami tego hotelu o nazwie „Water Discus Hotel” nie są Marsjanie ani inni obywatele spoza Ziemi, lecz naukowcy z Politechniki Gdańskiej. A sam „budynek” hotelu jest hitem na medal. Złoty Medal, bo takie trofeum twórcy Water Discus Hotel zdobyli na 7. Targach Techniki Przemysłowej, Nauki i Innowacji „Technicon Innowacje” w Gdańsku.

 

To polski patent, polska myśl

 

– To bardzo odważny projekt – ocenia Marta Chełkowska, dyrektor Departamentu Turystyki Urzędu Marszałkowskiego Województwa Pomorskiego, prezes Pomorskiej Regionalnej Organizacji Turystycznej. – W kontekście konkursu na koncepcję urbanistyczno-architektoniczną zachodniej części Mola Rybackiego – byłego terenu Dalmoru w Gdyni, należy pamiętać, by rozwiązania architektoniczne – bardzo nowoczesne, tworzyły pewną całość i oddawały nowoczesny charakter miasta. Zapewne samo rozwiązanie jest na miarę XXI a może i XXII wieku, jednak trzeba pamiętać, że mieszkamy w Gdyni. Przedstawione funkcjonalności i architektura hotelu są atrakcyjne z punktu widzenia turysty, ale warto wkomponować projekt w otoczenie.

 

– To niezwykły projekt – mówi dr Andrzej Królikowski, dyrektor Urzędu Morskiego w Gdyni – instytucji, która oceniała warunki funkcjonowania Water Discus Hotel na Zatoce Gdańskiej. – Można taki obiekt wykonać; jest to realne – oczywiście przy zachowaniu odpowiednich środków bezpieczeństwa. Tym bardziej możliwe, że budowa odbędzie się poza miejscem posadowienia, czyli w stoczni. Taki hotel stanie się silnym magnesem w turystyce. Ludzie będą do Gdyni przyjeżdżać, by zanocować pod wodą, ale także wyłącznie po to, by ów niezwykły hotel zobaczyć. Mamy dobre miejsce – niedaleko Akwarium. Pionierami co prawda w stawianiu takich konstrukcji nie jesteśmy, ale ten jest wyjątkowy. Możemy być z tego hotelu dumni; to polski patent, polska myśl.

 

Pomysłodawcą jest prof. Lech Rowiński, kierownik Katedry Teorii i Projektowania Okrętów Politechniki Gdańskiej. Pierwsza wersja hotelu została zaprojektowana z uwzględnieniem warunków inwestowania między innymi na Malediwach. Projekt Water Discus Hotel dla krajów egzotycznych, składa się z dwóch głównych dysków połączonych wieżą oraz kilku mniejszych. Dolny dysk, który ma być ulokowany około 10 metrów pod powierzchnią morza, będzie miał 27 metrów średnicy. W nim znajdą się pomieszczenia mieszkalne dla 42 osób. Będzie się obracać, z prędkością np. dwa razy na dobę, by wszyscy goście mogli w równym stopniu podziwiać podwodny świat. Górny dysk, większy, o średnicy 36 metrów, będzie wykorzystywany jako miejsce relaksu, treningów dla miłośników nurkowania.

 

W przypadku zagrożenia, część mieszkalna wynurzy się spod wody

 

Do tej pory nigdzie na świecie jeszcze takiego obiektu nie zbudowano. To pierwszy hotel, który będzie można przemieszczać. W razie potrzeby zostanie zaholowany do stoczni i tam poddany przeglądowi, naprawom, konserwacji. Projektanci zadbali też o bezpieczeństwo użytkowników.

 

– W przypadku zagrożenia, część mieszkalna wynurzy się spod wody – mówi prof. Lech Rowiński.

 

– Gratuluję projektantom – dodaje dr Andrzej Królikowski, dyrektor Urzędu Morskiego w Gdyni. – Wydamy pozwolenie na budowę. Muszą jednak zostać dokonane przez inwestora wszelkie uzgodnienia. Wręcz zachęcamy do budowy, na pewno nie będziemy stwarzać utrudnień w urzeczywistnianiu tych planów.

 

Water Discus Hotel wygląda tak, jakby tworzyły go pojazdy kosmiczne, które po przybyciu na Ziemię połączyły się w rejonie huraganu, cyklonu, tornada. Pomysłodawcy tej koncepcji pomyśleli też o „oku” cyklonu, czyli o takim miejscu w środku wirującego tornada, z którego widać niebo. Owo oko w Water Discus Hotel to przeszklony otwór w dachu szybu windy i klatki schodowej – wieży, łączącej duże dyski: podwodny i górny.

 

Kazimierz Netka

 

Źródło: Polska Organizacja Turystyczna

Życie gospodarcze miasta od samego początku było ściśle związane z Wartą. Z jej walorów korzystał już gród poznański, czerpiąc z rzeki nie tylko wodę pitną, lecz także ryby, lokalizując nad nią młyny, transportując nią drewno i żeglując.

 

W 1253 roku, w chwili ulokowania miasta na lewym brzegu Warty, otrzymało ono prawo do łowienia ryb i budowy młynów. Korzystano z niego, stawiając nad rzeką nie tylko młyny produkujące mąkę, ale też tłuczące dębową korę, wyrabiające kasze, słód, rozbijające nasiona oleiste, folujące sukno, płótno i skóry, tnące drewno, szlifujące metale i szkło, wyrabiające proch strzelniczy, papier, a nawet drążące rury wodociągowe. W wieku XV w Poznaniu młynów było aż 28! Ich pracę wspierały budowane w mieście „gacie”, czyli specjalne groble, mające podnieść poziom wody lub skierować ją do odnóg rzeki. Dzięki temu działały tu też garbarnie, tartaki, farbiarnie i inne tego typu obiekty.

 

Tak intensywne wykorzystanie rzeki nie mogło pozostać bez wpływu na stan jej czystości. Do coraz większego zanieczyszczenia przyczyniały się m.in. działające nad Wartą garbarnie, które na oprawienie jednej skóry potrzebowały tysiąca litrów wody, a w wieku XVI Poznań uchodził za największy w Królestwie Polskim ośrodek handlu tym towarem…  W celu zapobiegania dalszemu pogarszaniu się jakości wód, Rada Miejska podjęła pewne kroki, nakazując garbarzom wywóz nieczystości poza miasto.

 

Rzeka wraz z licznymi odgałęzieniami – odnogami, strumieniami, stawami, kanałami – pełniła też wiele innych funkcji. Chroniła miasto przed pożarami, drewnianymi akweduktami dostarczała wodę gospodarstwom i rzemieślnikom – korzystali z niej płócienniczy, piwowarzy, garncarze. Warta pozwalała też rozwijać się miastu, które z opłat mostowych i ceł na żeglugę czerpało ogromne zyski. Od XIX wieku, aż do końca okresu międzywojennego była również wykorzystywana w jeszcze jeden, ciekawy i niespotykany dziś sposób. Czerpano z niej niezliczone ilości lodu, z których z powodzeniem korzystały browary, hotele, zajazdy, sklepy rzeźnickie i szpitale.

Wraz z remontem Victorii Business Center, całkowicie nowy wizerunek zyska skwer przy skrzyżowaniu ul. Królowej Jadwigi i Strzeleckiej. Z końcem października pojawi się tam 147 nowych drzew i około 3 700 krzewów. Nie wiadomo jednak, kiedy w parku pojawi się nocne oświetlenie.

 

Projekt rewitalizacji Skweru Jadwigi (fot. MONTI)

 

Często jedna inwestycja pociąga następne. Tak jest w przypadku terenu wokół dawnej Victorii Center, domu handlowego z lat dziewięćdziesiątych przerabianego właśnie przez irlandzkiego dewelopera na biurowiec. Obok obiektu już niedługo zostanie zrewitalizowany park. Pojawią się w nim m.in. nowe ławki, kosze na śmieci i nawierzchnia ścieżek. Zarząd Zieleni Miejskiej planuje też zasadzenie licznych roślin. Zostaną też wycięte drzewa, które w minionych latach spowodowały degradację alejek.

W parku przewidziano miejsce na plac zabaw dla dzieci i plac rekreacji ruchowej, których realizacja będzie możliwa w kolejnych latach, po uzyskaniu odpowiednich środków finansowych – zdradza dalsze plany Jolanta Szymczak, Inspektor w Zarządzie Zieleni Miejskiej w Poznaniu. – Poprawa stanu technicznego alejek przyciągnie mieszkańców do parku i zachęci do korzystania z rolek, rowerów a infrastruktura rekreacyjno-zabawowa spowoduje większe zainteresowanie parkiem – dodaje.

Odnowiony skwer będzie nie tylko atrakcją dla mieszkańców, ale i dodatkową zachętą dla najemców biur w Victorii Business Center. Ci poza zielenią wokół biurowca będą mogli się cieszyć również wewnętrznymi przeszklonymi ogrodami.


Po rewitalizacji zieleni oraz pobliskiego biurowca Skwer Jadwigi nadal może mieć pewien zasadniczy problem. Nie ma w nim nocnego oświetlenia i obecnie przyciąga wielu amatorów wieczornych libacji pod chmurką, a okoliczni mieszkańcy nazywają go żartobliwie „Żulerią” lub „Żullasic Park”. Niestety, pomimo bieżącej rewitalizacji nie wiadomo, kiedy w planach miasta pojawi się postawienie w parku latarni. Po zmroku odnowiony Skwer Jadwigi może więc wciąż nostalgicznie przypominać o swej niesławnej przeszłości.

 

Skwer Jadwigi dziś

 

Źródło: Epoznan.pl

Federalne Ministerstwo Komunikacji, Budownictwa i Rozwoju Miast (BMVBS) Republiki Federalnej Niemiec razem z Ministerstwem Infrastruktury Rzeczypospolitej Polskiej zorganizowały konkurs na modelowe projekty współpracy polsko-niemieckiej. Najlepszym, okazał się nowosolski, „Odra dla turystów 2014". W Berlinie prezydent Tyszkiewicz oraz partnerzy projektu odebrali we wtorek 8 listopada nagrodę dla projektu, którą jest 5 tysięcy euro na jego promocję.

 

Wręczenie nagrody w Berlinie (fot. Miejski Serwis Internetowy Nowa Sól)

 

W uzasadnieniu organizatorzy konkursu napisali, że nowosolski projekt aktywizuje wielki, dotychczas niewykorzystany potencjał środkowego biegu Odry, ze starannym uwzględnieniem wymagań przestrzeni przyrodniczej i gospodarki wodnej i w związku z tym kwalifikuje się do generowania bodźców dla zrównoważonego ekonomicznego rozwoju regionu transgranicznego.

 

Więcej o projekcie: www.odra2014.pl

 

 dyplom_MORO.pdf

 

Źródło: Miejski Serwis Internetowy Nowa Sól

Port rzeczny w Poznaniu

Dziś żegluga na Warcie praktycznie nie istnieje. Kiedyś było jednak zupełnie inaczej, a to za sprawą działającego w mieście portu rzecznego.

 

Dawny port rzeczny w Poznaniu (fot. MOs810, Wikimedia Commons)

 

W latach 1896–1902 z inicjatywy władz Poznania nad Wartą powstał port rzeczny. Już wcześniej w mieście istniało kilka nabrzeży przeładunkowych. To właśnie w miejscu najważniejszego z nich – bulwaru Kleemanna (Kleemannsche Bollwerk), zlokalizowanego przy ulicy Szyperskiej 20, nieopodal mostu Chwaliszewskiego – umiejscowiono nowy port. W celu jego uruchomienia zburzono kilka starych budynków, między innymi działającą od lat knajpę „U Sperlinga”, a miasto wykupiło od Kleemanna teren o powierzchni 57 000 m2.

 

Wysokie nabrzeże o długości 704 m ciągnęło się od wspomnianego bulwaru do mostu kolejowego przy Tamie Garbarskiej. Oparto je na 12-metrowych żelaznych słupach wbitych na głębokość 5 metrów w dno rzeki, której koryto zresztą pogłębiono. Pracowało tu 5 portowych dźwigów o ładowności 1,5 tony, a także 2 żurawie bramowe (elektryczne!) o ładowności 2 ton.

 

Port, zwany „Przeładownią” (Umschlagsstelle) otwarto oficjalnie 1 października 1902 roku. Był on połączony bocznicą kolejową z dworcem Tama Garbska. Towary – przede wszystkim zboża, cukier, mąkę i spirytus – transportowano stąd do Szczecina, Kostrzyna, Gorzowa, Frankfurtu nad Odrą, Berlina i Hamburga. Do portu przywożono zaś wyroby metalowe, ropę naftową, materiały budowlane, ryż, nawozy sztuczne czy pasze. W 1913 roku przeładowano tu najwięcej, bo 220 000 ton towarów, co było nie lada wyczynem.

 

Port podupadł w 1919 roku, po odzyskaniu niepodległości, nie była to jednak sytuacja trwała. Odżył 4 lata później, dzięki podpisanym z Niemcami umowom celnym. W 1924 roku powołano „Żeglugę Wielkopolską”, która razem z największą polską firmą spedycyjną z powodzeniem rozwijała zainteresowanie transportem towarów Wartą. W tych czasach najwięcej przewożono ich do Szczecina i innych niemieckich portów. 120 000 ton przeładowanych towarów w roku 1926 i 300 000 ton węgla przetransportowanego przez Poznań w latach 1926–32 – to tylko niektóre z osiągnięć portu. Zapowiadało się świetnie. Dlaczego dziś jest zupełnie inaczej?

 

Port rzeczny bardzo ucierpiał w czasie II Wojny Światowej – rok 1945 i walki o Poznań przyniósł bardzo duże zniszczenia, po których obiekt nigdy nie został odbudowany. Od tego czasu, siłą rzeczy, żegluga na Warcie zamarła całkowicie.

Zakończyła się konferencja pn. „Szanse i możliwości rozwoju produktu turystycznego Wielka Pętla Wielkopolski”. Spotkanie odbyło się w piątek 4 listopada w Sali Ratuszowej Urzędu Miejskiego w Koninie.

 

Konferencja w Koninie (fot. LOT Marina)

 

Głównym założeniem konferencji było przede wszystkim pokazanie potencjału turystycznego tkwiącego w szlaku Wielkiej Pętli Wielkopolski. Ponadto spotkanie było doskonała okazją do dyskusji o roli samorządów i podmiotów turystycznych w rozwoju turystyki wodnej oraz przedstawienie kierunków jej dalszego rozwoju.

 

Szereg prezentacji na temat szans i możliwości rozwoju produktu turystycznego Wielkiej Pętli Wielkopolski otworzył wykład Pani Małgorzaty Prażanowskiej (Urząd Marszałkowski Województwa Wielkopolskiego), która omówiła najważniejsze projekty finansowane na przestrzeni ostatnich lat przez Samorząd Województwa Wielkopolskiego.

 

Ważnym aspektem spotkania była prezentacja form turystyki wodnej na Ziemi konińskiej obrazująca ogromne przemiany zachodzące na konińskim odcinku „Wielkiej Pętli”. Ponadto swoje prezentacje wygłosili przedstawiciele Powiatu Słupeckiego, Stowarzyszenia Unia Nadwarciańska, Unii Gospodarczej Regionu Śremskiego, a także Stowarzyszenia Gmin i Powiatów Nadnoteckich.

 

Uczestnicy spotkania niemal jednogłośnie stwierdzili, iż na przestrzeni ostatnich kilku lat nastąpił wręcz milowy krok jednego z najważniejszych produktów turystycznych Wielkopolski – szlaku żeglowanego „Wielkiej Pętli Wielkopolski”.

 

Ponadto w Centrum Informacji Turystycznej w Koninie będzie możliwość zapoznania się z materiałami dot. turystyki wodnej przedstawionej na konferencji przez wszystkie podmioty w niej uczestniczące.

 

Konferencja była współfinansowana przez Samorząd Województwa Wielkopolskiego.

 

Źródło: LOT Marina

Skąd pomysł na taki dom? Z chęci zmiany ciasnego mieszkania w wielopiętrowym 'bloku' na coś bardziej przestronnego.

 

Wrocławski Dom na Wodzie (fot. Jakub Korczyk, www.swiatloczule.com)

 

Pan Kamil nie wyobrażał sobie przeprowadzki na przedmieścia Wrocławia – pracuje i spędza wolny czas w ścisłym centrum miasta. Tam mieszkania kosztują powyżej 10 tys. zł/m2, a działki to wydatek rzędu milionów złotych. Żeby połączyć zalety domu jednorodzinnego i mieszkania w centrum, zrodziło się marzenie o domu pływającym po Odrze.

 

Przy projektowaniu bryły budynku nie bez znaczenia było zamiłowanie inwestora do modernizmu w architekturze. Do wyboru architekta użył wyszukiwarki Google. Dwie pierwsze koncepcje jakie otrzymał to typowe katalogowce postawione na wodzie. Ale już trzecia okazała się strzałem w 10. Ostatecznie do współpracy został zaproszony Paweł Barczyk, który jest autorem koncepcji architektonicznej bryły budynku i projektant wnętrza Przemysław Stawski, którzy wspólnie z inwestorem Kamilem Zarembą są autorami pierwszego w Polsce domu na wodzie.

 

– "Marzenia się spełniają"! – tak pomyślałem, kiedy pierwszy raz zaświtał mi pomysł: Domu Na Wodzie! Prawie wszystkie osoby mówiły, że pomysł jest z kosmosu. Wtedy zawsze odpowiadałem, że ludzie byli na księżycu zanim ja się urodziłem, a przecież nie mam już 20 lat...?

 

Kamil Zaremba – na co dzień grafik i fotograf, który właśnie kończy budowę pierwszego w Polsce domu na wodzie, pokazał że jest to rzecz nie tylko realna, ale też całkiem prosta. Na pewno trzeba mieć w sobie wiele zapału i wyobraźni, a przede wszystkim cierpliwości do urzędników. Bo to oni stawiali największy opór.

 

Dom waży w sumie ok. 170 ton, z czego 130 to waga betonowego pływaka – płyty fundamentowej budynku, która do połowy wysokości zanurzona jest w wodzie. Oprócz betonu, pływak wypełniony jest styropianem o porach zamkniętych, dzięki czemu nigdy nie zatonie.

 

Wrocławski Dom na Wodzie (fot. Jakub Korczyk, www.swiatloczule.com)

 

Konstrukcję domu wykonano ze specjalnych styropianowych paneli, które razem z metalowymi ramiakami stanowią konstrukcję całego budynku. Rozwiązanie bardzo powszechne w Stanach Zjednoczonych, tu sprawdziło się z kilku powodów. Przede wszystkim jest to konstrukcja bardzo lekka i nie przeciąża betonowego pływaka. Po drugie przy ewentualnym zderzeniu z łodzią, niewielka stłuczka niszczy jedynie pojedynczą płytę, nie naruszając konstrukcji całego obiektu. A przy tym nieduży koszt materiału i robocizny – wszystkie ściany 200-metrowego budynku postawiło 9 osób zaledwie w 3 dni.

 

Budynek liczy 200 metrów kwadratowych powierzchni mieszkalnej i tyle samo tarasu na dachu. Wewnątrz jest 9 pomieszczeń, z czego największe stanowi przestronny salon połączony z kuchnią i jadalnią. Wysokość mieszkania to aż 3,10 m, a ogromne przeszklenia do ziemi z widokiem na nurt rzeki sprawiają, że można się tu poczuć jak w prawdziwym apartamentowcu. Budynek nie ma piwnicy, stąd zadanie dla projektanta, żeby uwzględnić miejsce na 8 szaf wysokich od podłogi po sufit.

 

Wewnątrz uwagę przykuwają pluszowe ściany, które oprócz ciekawego wyrazu estetycznego dają wygłuszenie, ocieplenie, odporność na przypadkowe zarysowania i są szybkie w montażu.

 

Wnętrze Domu na Wodzie (fot. Jakub Korczyk, www.swiatloczule.com)

 

Okna są nieotwieralne, nie tylko ze względów bezpieczeństwa. Nad Odrą w centrum miasta rosną drzewa, których liście wpadają do rzeki i opadają na dno. Tam fermentują, a nad powierzchnią wody unosi się metan – organiczny związek chemiczny niebezpieczny dla zdrowia. Również z tego powodu wentylacja mechaniczna pobiera powietrze ponad dachem. Na rzece nie sposób znaleźć cień, dlatego żeby nie przegrzać budynku zainstalowano klimatyzację. Kotłownia została zaprojektowana tak, żeby latem chłodzić wnętrze pobierając zimno z dna rzeki, a zimą ogrzewać zgromadzonym tam ciepłem. Zainstalowano również system domu inteligentnego, dzięki któremu można sterować pracą wielu urządzeń.

 

Paradoksalnie największym zagrożeniem dla domu pływającego po wodzie jest pożar. Mimo braku przepisów regulujących mieszkanie na wodzie i typowych dla budownictwa odbiorów, każde pomieszczenie zostało wyposażone w gaśnicę.

 

Sam właściciel brał udział w większości prac projektowych i budowlanych. Nabył przy tej okazji tysiące nowych umiejętności. Jak mówi: "6 lat to tyle co studia, o domu na wodzie wiem wszystko". Opatentował nawet pływający szalunek – sposób na wylanie betonu bezpośrednio na wodzie, w celu skonstruowania 200-metrowego pływaka.

 

Kamil Zaremba przetarł wszelkie możliwe szlaki i udowodnił, że da się zamieszkać na wodzie. W budynku trwają ostatnie prace wykończeniowe, a we wrześniu dom zacumuje na przystani koło mostu Grunwaldzkiego – w samym centrum Wrocławia. Mamy nadzieję że w ślad za Nim podobne marzenia spełnią też inni mieszkańcy nadrzecznych miast Polski.

 

Źródło: Gazeta Wyborcza

 

Więcej zdjęć Pierwszego w Polsce Domu na Wodzie znaleźć można na www.swiatloczule.com

« pierwszy    1  2  
 
Kategorie
Archiwum